Bycie w Towarzystwo polegało głównie na wymyślaniu i organizowaniu różnych niewinnych kawałów i psikusów. Celem Towarzystwa były wspólne wyprawy górskie, z których potem pisano żartobliwe raporty.

W maju 1924 r. Bł Pier Giorgio Frassati wraz z przyjacielem Markiem Beltramo założył u podnóża Alp Towarzystwo Ciemnych Typów. Należało do niego kilka osób, które postanowiły związać się ze sobą duchowo, podejmując za siebie nawzajem regularną modlitwę i organizując wspólne wycieczki w góry, pełne radosnych żartów. Mottem grupy było: Pochi ma buoni come i maccheroni– mało, ale dobrzy jak makaron. W ten sposób Frassati – który przyjął pseudonim Robespierre – stworzył zaplecze modlitewne dla swoich działań, podejmując także samemu modlitwę za drabów i drabinki, jak określano członków Towarzystwa.

Jeden z jego duchowych przewodników, jezuita o. Pietro Righini, mówił: „Pier Giorgio, ani przez chwilę nie myślał o tym, co powiedzą o nim: w całym swoim życiu zawsze stosował jedną tylko regułę: co Bóg pomyśli o mnie? Och, gdybyśmy mieli więcej takich chrześcijan, którzy szukają Boga i tylko Boga!Ta obojętność na ludzkie opinie jest wspominana w bardzo wielu świadectwach– co najmniej czterdzieści razy przez różne osoby, które znały wiarę Frassatiego.

Swoim biednym – oprócz pieniędzy, żywności, czy odzieży – przynosił także często kwiaty, chcąc sprawić im dodatkową radość, bo wiedział, że sami nigdy sobie kwiatów nie kupią. To wszystko były pozornie małe gesty, ale objawiające jego zadziwiającą pomysłowość i wrażliwość.
Majątku rodziców nie traktował jako swojej własności. Mówił nieraz, że jeśliby go kiedyś odziedziczył, to jedynie po to, by rozdać wszystko biednym.

Jeden ze świadków jego wypraw do ubogich opowiadał: „Ulubionym celem jego wypraw były przytułki w Cottolengo. Przechodził między rzędami łóżek, pocieszając tych nieszczęśliwych ludzi, chętnie z nimi rozmawiał,nazywał ich braćmi i nie zapominał nigdy, bez odrazy i lęku o zarażenie, ucałować każdego z nich jak najlepszego przyjaciela”.

Do pomagania potrzebującym niejednokrotnie zachęcał także swoich przyjaciół. Pisał: „Za każdą waszą ofiarę będziecie wynagrodzeni w niebie, bo Jezus Chrystus obiecał, że wszystko, co ubogim uczynimy przez miłość do Niego, On uzna za uczynione Jemu samemu. Nie odmawiajcie tej miłości Jezusowi, Jemu, który w nieskończonej miłości do ludzkości chciał pozostać w sakramencie Eucharystii jako nasz Pocieszyciel i jako Chleb duszy”.