Świętość dojrzewała w codzienności – młodość św. Gabriela

W życiu Francesco Possentiego, poźniejszego św. Gabriela od Matki Bożej Bolesnej, przeplatały się obowiązki rodzinne, młodzieńcze pasje i towarzyskie spotkania. Wieczory spędzane na tańcach, lekturze, rozmowach z przyjaciółmi czy w serdecznej bliskości z ojcem tworzyły mozaikę duszy dojrzewającej do przemiany. Był to czas, w którym beztroska stopniowo ustępowała miejsca wewnętrznemu światłu powołania.

Wspominając rocznicę jego śmierci, zwykle skupialiśmy się na życiu zakonnym świętego. Dziś powróćmy do „Checchina” – jak go nazywano: czarującego, eleganckiego młodzieńca, który lubił dobrze wyglądać i robić wrażenie. W szkole i w towarzystwie chciał się wyróżniać. Tym większy budzi podziw wysiłek, jaki włożył w przemianę serca i drogę ku świętości.

Choć uwielbiał polowania, teatr i taneczne wieczory, potrafił także z wielką odpowiedzialnością wspierać rodzinę. Gdy w 1854 roku jego brat Michele wyjechał do Rzymu na studia medyczne, Francesco przejął część obowiązków przy ojcu – gubernatorze Sante Possentim. Ojciec, osłabiony wiekiem, stresem i pogarszającym się wzrokiem, potrzebował pomocy. Checchino czytał mu „Gazzetta Ufficiale”, pisał listy, towarzyszył w codziennych spacerach. Często zatrzymywali się w kościele San Luca na modlitwie przed wizerunkiem Matki Bożej Bolesnej. Być może właśnie tam dojrzewało w jego sercu szczególne nabożeństwo, które później wyraził w swoim zakonnym imieniu „dell’Addolorata”.

Jednocześnie pozostawał młodzieńcem swoich czasów. Uczęszczał do szkół jezuickich, czytał powieści, spotykał się z przyjaciółmi. Zawsze elegancki – w domu żartobliwie nazywany „dandysiem” – był świetnym rozmówcą i naturalnie przyciągał uwagę. Podczas wieczornych spotkań często jako pierwszy rozpoczynał taniec, zapraszając uprzejmie partnerki i poruszając się z wyczuciem i gracją.

Świadectwo z procesu beatyfikacyjnego ukazuje tę prawdę w sposób niezwykle wyważony. Parenzi Parenzi zeznał:

„Dobrze pamiętam, że znałem Francesca Possentiego od szesnastego roku życia i zapewniam, że jego religijne i moralne postępowanie było nienaganne… Był żarliwej natury, spragniony rozrywek. Uczęszczał pilnie do szkół jezuickich, a także przystępował do sakramentów… Zaświadczam również, że dwa lata przed opuszczeniem Spoleto, aby zostać mnichem, poświęcił się radosnemu życiu i oddał się rozrywkom, tańcom i rozmowom w domach prywatnych, szczególnie w naszym domu i w Campello; uwielbiał przedstawienia teatralne i robił dobre wrażenie, zwłaszcza swoim strojem. Zapewniam jednak, że nigdy nie zauważyłem u niego niczego niemoralnego ani nieuczciwego, ani też nigdy nie zaniedbał pozytywnych obowiązków dobrego chrześcijanina”.

Te słowa pokazują wyraźnie: jego życie nie było oderwane od świata, ale też nigdy nie było światem pochłonięte.

Zachował się także epizod z młodości, który ukazuje jego ludzką stronę. Podczas jednego z wieczorów u znajomych wypił mocniejsze wino, do którego nie był przyzwyczajony, i wrócił do domu wyraźnie oszołomiony. Ojciec zareagował surowo, ganiąc starszego syna za brak rozwagi. To drobne wydarzenie przypomina, że świętość nie rodzi się w oderwaniu od codzienności, ale dojrzewa wśród zwyczajnych doświadczeń – także tych, które uczą pokory.

Właśnie w tym tkwi siła świadectwa św. Gabriela: był młody, pełen życia, temperamentu i pasji. Jego świętość nie polegała na braku ludzkich cech, lecz na odwadze odpowiedzi na Boże wezwanie. A im lepiej poznajemy jego młodość, tym bardziej widzimy, jak wielka była przemiana, która zaprowadziła go do całkowitego oddania się Bogu.

Święty Gabrielu wspieraj nas w codziennych sprawach